Doku - baśniowe wiersze

Z Emma Popik : Oficjalna strona gdanskiej autorki ksiazek SF
Skocz do: nawigacja, szukaj
  • Źródło powstania i cechy charakterystyczne doku


Japońskie doku to rodzaj haiku dla dzieci. (Haiku-nazwa 17 - sylabowego wiersza japońskiego, należącego do form poezji tradycyjnej, uprawianej także współcześnie).

Wiersze te, mające swój początek w dawnej Japonii, stały się obecnie znane poza jej granicami, ciesząc się dużą popularnością.

Jaka jest różnica między haiku a doku? Haiku są adresowane przede wszystkim do dorosłych, natomiast doku, tworzone przez dorosłych mają swym pięknem trafiać do świadomosci zarówno dorosłych jak i dzieci.

Tradycyjne japońskie haiku uprawiane były w salonach literackich i wymagały improwizacji z jednoczesnym zachowaniem lekkości. Tworząc tę formę poetycką należało przestrzegać kilku zasad, między innymi: tematyki pór roku, spojrzenia na świat i naturę bez emocjonalnego zaangażowania, siedemnastosylabowca, czy wreszcie użycia klasycznego japońskiego jak np. kireji. (kireji-sylaba powodująca zawieszenie głosu. Dosłownie słowo ucinające).


Baśniowe wiersze doku natomiast, tworzone z myślą o małym czytelniku, zostały pozbawione cech, które byłyby poza jego zainteresowaniem.

  • Doku jako forma literatury dziecięcej Doku jest wierszem-miniaturką. Będąc tak krótką i lekką formą poezji, wiersze te nie są jednak prostym zapisem myśli autora. Są potrzebną i piękną twórczością poetycką, która dostarcza dzieciom i marzeń i wzruszeń.

By zdobyć przy tym uznanie dziecięcego czytelnika, twórczość ta wymaga pomysłów działających na jego wyobraźnię i psychikę.

Zalecane jest użycie kigo (słowa określającego porę roku), jako klucza do obcowania z przyrodą, wzbogacającego odczuwania poetyckie.


  • Przyszłość doku

Zapoczątkowana około 40. lat temu twórczość wierszy doku była w pierwszym okresie odbiciem codziennego życia autorów, którzy brali materiał do ich tworzenia głównie z własnych wspomnień z dzieciństwa.


Za prekursora doku uważany jest pisarz literatury dziecięcej (były doradca rapońskiego Związku Pisarzy Literatury Dziecięcej) Yukio TSUCHIYA (1904- 1999), który pisał wiersze w tradycyjnym stylu, przeważnie o tematyce codziennych spraw.

Jednakże tego rodzaju tematy nie zdobywają sobie sympatii u dzieci, żyjących w wirze zmian, zachodzących we współczesnym społeczeństwie. Dlatego też, z myślą o małym czytelniku, autorka zdecydowała się w swej twórczości położyć nacisk nie na przeszość, ale na przyszłość widzianą jako świat wyobraźni.

Umysł dziecka, które puszcza wodze fantazji, ma bowiem endencje do tworzenia wizji przyszłości. Autorka wierzy przy tym, że twórczość tego nowego rodzaju wierszowej fantazji idealnie odpowiada duchowym potrzebom współczesnych dzieci.

Jako następczyni poetów uprawiających doku, życzeniem autorki jest, aby jej wiersze swoją treścią i siłą wyobraźni zdobywały sobie coraz większą popularność i dając radość dzieciom, zyskiwały coraz szersze kręgi czytelnicze. Obecnie autorka jest w trakcie współpracy nad wierszami doku z poetami japońskimi, a także ze Stanów Zjednoczonych i Korei i życzyłaby sobie powiększenia tego grona w przyszłości.


Po estetycznej uczcie, jaką są niezwykłe i klarowne wiersze doku, wydawca zamieścił wiele ciekawych informacji, pokazujących, jak doszło do wydania tej książki i kto się do tego przyczynił. Jest to swego rodzaju ciekawa prehistoria dzieła, a pomysł podania takich wiadomości jest ogromnie oryginalny: dostajemy nie tylko tekst utworu, ale i kontakty z różnymi osobami, dzieło staje się w ten sposób bliską nam i żywą rzeczą. To nadzwyczajny i niepowtarzalny pomysł, a jednocześnie fragment historii kultury.


NA ZAKOŃCZENIE


  • Historia wierszy doku w publikacjach
  • "Jido Bungei" ("Literatura Dziecięca") - pismo wydawane przez japoński Związek Pisarzy Literatury Dziecięcej. Wysoko oceniając wiersze doku, pismo to zamieszcza je na swych łamach regularnie od 1997 roku.


  • "Nowy Kurier Nadbałtycki" (pismo dzielnicowe trójmiasta). W 2002 roku, w specjalnym sierpniowym wydaniu tego miesięcznika zamieszczone zostało 29 wierszy doku ze zbioru Tomiko END - "Tulipany jak lampki wina"(wydanego przez Japoński Związek Pisarzy Literatury Dziecięcej). Tłumaczki wierszy: Michiko TSUKADA i Krystyna M. HIRAYAMA
  • Publikacje danych i materiałów naukowych na temat doku można znaleźć na terenie całej Japonii w bibliotekach państwowych i uniwersyteckich oraz w kilkudziesięciu innych ośrodkach kulturalno-naukowych (są to m. in. Biblioteka Narodowa, Ministerstwo Oświaty i Nauki, Międzynarodowy Ośrodek Badań nad Kulturą Japońską, Dom Literatury i Poezji Współczesnej, Międzynarodowy Dom Literatury Dziecięcej w Osaka).
  • Wiersze doku publikowane są też w prasie codziennej, w czasopismach wierszy haiku i w innych środkach przekazu.
  • Jak tworzyć doku?

Aby doku były uprawiane szeroko jako baśnie współczesne, należałoby poszukiwać pomysłów twórczych w naturze wszechświata, puszczać wodze fantazji i wzbogacać wyobraźnię. Tematycznie mogą to być stare baśnie z przypowieścią, współczesne baśnie z metaforą czy opowieści z życia z zaskakującą puentą.

Nie wymaga się skrupulatnego zachowania siedemnastu sylab. Zaleca się stosowanie kigo i współczesnych wyrażeń zmówionego języka oraz branie pod uwagę punktu widzenia dziecka.

  • Podziękowanie

Dziękuję Michiko TSUKADA i Krystynie M. HlRAYAMA za wspaniałe tłumaczenie mych wierszy doku ze zbioru "Tulipany jak lampki wina" pisanych z myślą o podarowaniu dzieciom radosnego świata wyobraźni.

Dzięki temu wiersze te mogły być opublikowane w "Nowym Kurierze Nadbałtyckim", gdzie spotkały się z dużym zainteresowaniem i zostały wysoko ocenione przez redaktor naczelną Emmę POPIK. Dało mi to motywację do pracy nad tym wydaniem i jestem za to trzem paniom bardzo wdzięczna.

Byłabym też bardzo rada, gdyby książka ta przyczyniła się do wzbogacenia wymiany kulturalnej między naszymi dwoma krajami. Słowo podziękowania należy się również panu Minoru OCHIAI za piękną oprawę graficzną i pani Izumi NOGUCHI za pomoc w wydaniu tej książki. Serdecznie dziękuję.

I na koniec przytoczymy słowo od autorki

Za sprawą mocy wyobraźni tworzymy wiersze. Zajęłam się twórczością wierszy doku w roku 1999, który był też rokiem uroczystych obchodów 150. rocznicy śmierci wielkiego polskiego poety Juliusza Slowackiego. Wydało mi się to dziwnym zbiegiem okoliczności.

TOMIKO ENDO


Ale to nie koniec mojego wkładu w ukazanie się tej książki, choć publikując doku w "Nowym Kurierze Nadbałtyckim" doprawdy o tym nie myślałam. Wiersze po prostu tchnęły wielkim urokiem i czytałam je z przyjemnością.

Napisałam wstęp do książki Tomiko Endo "Marzenia maków", przetłumaczonej przez Michiko Tsukadę. Z tą książką wiąże się miłe wydarzenie. Kiedy Michiko Tsukada przysłała mi wiersze pani Endo, wzbudziły taki mój zachwyt, że wydrukowałam je w numerze "Nowego Kuriera Nadbałtyckiego", którego byłam redaktor naczelną i dopisałam parę zdań, zawierające wrażenia, jakie na mnie wywarły te niezwykłe i czyste wiersze doku. Egzemplarz czasopisma wysłałam do Japonii, do Michiko. Okazało się, że publikacja i moja ocena utworów stały się argumentem decydującym o przyjęciu do publikacji tej książki przez japońskiego wydawcę. Uznano mój tekst za recenzję pisarki i redaktorki z Europy.

Oto co napisałam:

Tomiko Endo patrzy na mnie z fotografii, zamieszczonej w jej książce "Marzenia maków". Jej jasnobrązowy kapelusz błyszczy jak zrobiony ze specjalnego gatunku jedwabiu. Jest przewiązany wstążką, która została dokładnie dopasowana pod względem szerokości i koloru do kapelusza.

Okulary pani Tomiko Endo nie zasłaniają oczu i właściwie się ich nie zauważa. Można wysnuć wnioski, że nie służą korekcie wzroku, lecz są subtelną ozdobą oczu, zajmującą idealnie trzecią część twarzy. Delikatny uśmiech Mony Lizy, tylko dla zaznaczenia, że jest się życzliwym i w dobrym humorze.

Kołnierzyk bluzki w wycięciu żakietu oczywiście jest stójką, nieco wyciętą z przodu, może przypomina krojem kimono, przynajmniej dla mnie. Kolor bluzki jest o ton jaśniejszy od ciemnobrązowego żakietu i dokładnie w tym samym tonie co kapelusz. Oto dama w każdym calu.

Doskonale ubrana, umiejąca ze znawstwem dobrać kolory, fasony i desenie. Takie wiadomości wynosi się z domu rodzinnego, który jest siedliskiem wielopokoleniowej rodziny, której korzenie sięgają Starego Cesarstwa. Wyobrażam sobie, jak je, trzymając pałeczki, wysoko za końce, jakoś tak trzema palcami, opanowawszy tę sztukę tak, że może wyjąć pałeczkami ość ryby lub pojedyncze ziarnko ryżu.

Zresztą, wydaje się, że ona wcale nie spożywa pokarmu i nie zaspokaja głodu, lecz uprawia jakąś tradycyjną japońską sztukę.Domyślam się, jak się porusza. Stawia delikatnie odmierzone kroki i nawet nie marszczy sukni, nie ma mowy o tym, by pod tkaniną uwypuklił się kształt kolana, to nie uchodzi, ne est c'est pas? Jej gesty są opanowane, ręce zawsze znajdują się blisko ciała.

Gdy rozmawia lekko pochyla głowę i nigdy nikomu nie przerywa. Dystans, delikatność, miary, proporcje, opanowanie, czystość i precyzja są widoczne w fotografii Pani Endo. Taka ona jest i taka jest jej poezja. Nie ma tu szaleństwa i gniewu. Niemożliwy jest brak opanowania, głośne słowa czy wrzawa. Poezja jak japońskie filiżanki, stojące na szklanym stoliku. Dopiero czekają, aby ktoś nalał do nich herbaty, która na pewno będzie przejrzysta i ani kropla nie zostanie rozlana.

Tomiko Endo dużo pisze o kwiatach. Jakie to kwiaty? To po prostu kwiatki, małe, delikatne i bezbronne- przylaszczki, mlecze, fiołki. Rosną dziko, w wolnej przyrodzie i nie są dumnymi kwiatami hodowlanymi: wysokimi różami z cieplarni czy wyrafinowanymi orchideami w celofanie. Pani Endo pisze o mleczach ("Mlecz"), które w Polsce rosną na miedzach czy w rowach, tam gdzie są wolne i mogą pozostać niezauważone. To chłopska roślina, zresztą jadalna.

Młode liście mleczy dodaje się do sałatek. Biały sok służy dzieciom do wybielania kurzajek, a jesienne dmuchawce do marzeń i wróżb. Najpierw pomyślę, za ile lat wyjdę za mąż, a potem dmuchnę. Ile małych latawców pozostanie na szypułce, tyle lat czekania. A jeśli odlecą wszystkie?

Kwiaty to zresztą dość grubiańskie. Trzymają się mocno ziemi, wyrastając wprost w płaskich liści na prostej i grubej łodyżce. Należą do chłopskiej klasy, siedzą na niej całymi rodzinami i dają się wyrwać. Mają w sobie wielką siłę przetrwania i potrafią przeżyć nawet w wysokich trawach, tak długo pędzą w górę, aż wyjdą ponad linię roślin i spojrzą w twarz słońca.

Tak widzę mlecze, z mojej perspektywy polskiej wsi i chłopskich dróg. Dla Tomiko Endo kwiaty mleczy są złotymi gwiazdami, które rozdmuchuje wiosenny wiatr. Autorka postrzega kolory i liczbę, ja charakter kwiatów. Porównanie kwiatów do ciał niebieskich nie jest u niej rzadkie.

Przylaszczki ("Inufuguri - Przylaszczki") są szmaragdowym gwiazdozbiorem. Za każdym razem określeniem jest coś cennego, jak na przykład złoto czy drogie kamienie - szmaragdy. Metale i kamienie tak odległe od delikatności płatków kwiatów.

Dlaczego pisarka tak czyni? Wynika to z jej kultury, wielkiej damy z Japonii, gdzie wszystko jest przetworzone. Dystans pani z fotografii, chłód drogich kamieni.

Czy znacie Państwo baśń Andersena o słowiku? Cesarz kazał zrobić pięknego słowika ze złota i drogich kamieni, gdyż szary i pospolity ptaszek nie był godzien pałacowych komnat. Coś w tym jest, pewna prawda. Tak my, Europejczycy postrzegamy kulturę Wschodu, jej chłodny, sztuczny przepych.

Tulipany ("Tulipany") są porównane do lampek wina, to znaczy kielichy kwiatów to szkło, chłodne i dźwięczące, a kolor jest płynem. Czerwone wino w szkle- znowu mamy skojarzenie z artefaktami kulturowymi. Górskie fiołki ("Górskie fiołki") są maleńką boginią, która biegnie.

Pewnie nawet nie przebiera nóżkami pod swą suknią. Wyobrażam ją sobie jako posążek z porcelany. Nawet nie wiem, czy u nas na górach rosną jakieś specjalne górskie fiołki. Znam fiołki alpejskie, ale tylko z hodowli doniczkowej. Kupowało się je na Święta Bożego Narodzenia.

Kiedy zwiędły cebulki leżały całą zimę zawinięte w papier. Nasze polskie fiołki rosną nad rzeczkami, na mokrych łąkach i są zupełnie bezradne. Małe i bezbronne kwiatki, niby naiwne dziewczynki, które mają po trzynaście lat i zbyt mocno pachną, przyciągając niebezpieczne palce. Na pewno nie są boginiami. To głuptaski, dość anemiczne i banalne.

Na szczęście ukrywają się w gęstych trawach i trudno je znaleźć. Tak mogą ocalić swą cnotę. Czasami kwiaty są porównane do wielkich części przyrody ("Jachty"): kwiaty są morzem, a chmara motyli to jachty. Czy pamiętają Państwo jachty na morzu? Kołyszą się dostojnie i powoli.

Motyle, które siedzą na kwiatach od czasu do czasu zamykają skrzydła, a potem je otwierają. Można podejść całkiem blisko, a one nie odlatują. Są spokojne i dostojne. Powiedziałabym, dość aroganckie, odlatują w ostatniej chwili, kiedy już wyciągasz po nie rękę. Nie czynią tego nerwowo, lecz po prostu się wznoszą, i twoja dłoń pozostaje pusta i czujesz się tak samo nie na miejscu jak na przystani, obserwując jachty bogatych ludzi, dla ciebie niedostępne.

Ale teraz wszystkie motyle odleciały, już ich nie ma. Zabiły je spaliny i wyziewy fabryk. Pamiętam je tylko z mego dzieciństwa. U nas nie ma płaczących wiśni ("Wodospad kwiatów"). Gałązki tych drzewek rosną w górę i zawsze są wesołe.

Kwitną, kiedy świeci słońce. Po ciężkiej zimie czujemy się bardzo wymęczeni i wymięci. Wiśnie kwitną biało, drobnymi kwiatkami jak ścinki białego papieru, z których wiosna zaczęła wycinać wiosenne kwiatki i spod jej nożyczek nasypało się mnóstwo okrawków. U nas wiśnie są skromne i trochę jakby zawstydzone. Inne drzewa owocowe są grubsze, silniejsze i mają większe kwiaty.

Wiśnie w naszej kulturze symbolizują pannę młodą, wchodzenie w życie i niewinność. Białe kwiaty to jakby biała, ślubna sukienka z cienkiej i delikatnej tkaniny. Dla pani Endo wiśnia płacze jak wodospad. U nas wodospady nie płaczą. Wodospady są tylko w górach, w naszych dzikich i okrutnych Tatrach. Są nazywane wodogrzmotami, a górale mówią na nie siklawy.

Są zawsze symbolem siły, szaleństwa i dzikości. Pędzą w dół, ślepe i nie zważające na nic, rozbijają się o skały i wcale nie czują bólu. Wodospady to krzyk i gniew. W tej poezji pewną rolę spełniają również zwierzęta. W części zatytułowanej "Wiosna" mamy koty. Są one w tle, gdyż to niezależne zwierzęta, Autorka trafnie ukazuje ich charakter. Pod śnieżycą kwiatów ("Sny kotów") śpią na balkonie, śpią głęboko, i pewnie nic ich nie obchodzi oszałamiające i chłodne piękno kwietnych płatków, które pokryły rośliny jak gwiazdki śniegu.

My również nie mamy pojęcia, o czym te koty śnią, ich sny są tajemnicą. Mój kot śpi na monitorze, zwieszając pyszczek i łapki na ekran. Zasłania cały bok ekranu i muszę się domyślać połowy słów, ale kota to nic nie obchodzi. Zawsze musi być blisko mnie. Nie przychodzi od razu, lecz dopiero po dłuższej chwili i nigdy nie powie "Kocham cię". Musimy się tego domyślać.

Możemy się również domyślić, że należą do jakiegoś tajnego sprzysiężenia ("Pod kwiatami"), wymieniwszy spojrzenia, które mówią, a których nie umiemy zrozumieć, spotykając się w tajemnicy gdzieś pod kwiatami, w gąszczu łodyg, gdzie chodzą w ciszy tunelami dla nas nie istniejącymi. Mgła, zachód słońca, letnie niebo, pora deszczowa, grzmot, łąka - z tych obrazków Tomiko Endo ułożyła swą wystawę, nazwaną "Lato". W "Łąkowym poranku" kwiat konwalii, dzwoniąc, budzi łąkę. I tu nasze spojrzenia się zgadzają, patrzymy w tę samą stronę i widzimy to samo.

I u nas konwalie są dzwonkami, dzieci słyszą, jak dzwonią, starsi - wiadomo- głuchną z wiekiem. Grzmot tylko nas postraszył zębami, pokazał je, zazgrzytał ("Grzmot"), nie wiemy dlaczego, przecież "niebo takie spokojne". Autorka animizuje zjawisko przyrody, działa na wyobraźnię, ożywia ją i możemy zobaczyć olbrzyma, który kroczy przez jasne niebo i z wściekłością pokazuje zęby, a potem odchodzi, pokonany pięknem jasnego nieba.

Tancerze z pewnością zastygli w swym pas- de - trois, każdy z ramieniem skierowanym w górę i skrzyżowanymi nogami, gdy uniosła się mgła ("Górskie lilie"), która była kurtyną w wielkim teatrze gór. Oszołomienie pięknem kwiatów, dziecko patrzy zdziwione, a tu cały stok tańczy. Słoneczniki mają wspaniałą historię w europejskiej kulturze. Malował je van Gogh i zna je cały świat. U nas pisał o nich Bruno Schulz w swych "Sklepach cynamonowych", polski pisarz, mieszkający przed wojną w Drohobyczu, nauczyciel miejscowego gimnazjum, zastrzelony na rogu ulic Mickiewicza i Czackiego przez gestapowca Guentera jako niepotrzebny Żyd. Istotnie, Izrael zaczął się przyznawać do Schulza, tajne służby wycięły ścianę z freskami i zabrały do starej ojczyzny.

Słonecznik u Schulza jest chory na elephantiasis, słoniowatość, chorobę, wynikającą z nadmiaru, z dużego ciężaru ciężkiej głowy. Tomiko Endo postrzega słoneczniki jako płomienie ("Słonecznikowy ogród"), które kołyszą się powoli podczas popołudnia. Panuje tu miła atmosfera, nad ogrodem unosi się spokój, jest cisza i niewielki ruch płomieni.

Na tle przyrody są i ludzie. Pragnęli posłuchać opowieści, które się snuje o tej porze ("Pora deszczowa") i już weszli w nastrój niesamowitości i baśni, zagłębili się w świat japońskich duchów i demonów, które są tak niezwykłe i kolorowe, gdyż oglądam je tylko na doskonałych grafikach. Demony noszą kimono w kolorze granatowym, w srebrne wzorki i zasłaniają niebo. Jest i tłum ("Plażowicze") przypominający stado fok, które pełza po plaży. To zupełnie oryginalne porównanie, pokazujące różnice pomiędzy naszym postrzeganiem a japońskim.

Dla mnie foki to tłuste leniuchy. Kojarzą się z zimą i kręgiem polarnym. Widujemy foki wśród połamanego lodu, leżące na krach, zadowolone z zimnej wody, do której wskakują z radością. Kiedy się pojawiają w naszej wyobraźni, robi się nam chłodniej.

Klub wytrzymałych ludzi, kąpiących się zimą nazywany jest u nas "Morsami". Latem ktoś wyjeżdża na biwak ("Zachód"), lecz słońce zachodzi, pora wracać do miasta, do pracy. Można jeszcze trochę pomarzyć, właściwie niezupełnie "trochę", przecież marzenia są jak Himalaje, i nawet maki są błękitne jak niebo. Maki u nas mają złą symbolikę i straszne skojarzenia.

Zawsze były używane przez biednych ludzi do usypiania dzieci. Kiedy matka musiała iść do roboty w pole, zawijała trochę maku w szmatkę i dawała dziecku do ssania. Jeszcze przed II wojną światową stosowano tę metodę. Zasypiało i miało głęboki sen, mogła więc harować, nie martwiąc się, że się obudzi i będzie płakać z głodu. Kołyskę przywiązywano do sufitu, by zwierzęta nie pożarły niemowlęcia. Było również ochronione przed demonami poprzez nadanie imienia "Niemój".

Matka mówiła demonom: "To nie moje dziecko, więc nie zrobisz mi krzywdy, zabierając je, idź gdzieś indziej". Teraz maki są straszne, stały się symbolem narkomanii, szczególnie młodzieżowej. Jest "Pogotowie makowe", organizacja ratująca młodzież przed narkomanią i udzielająca wszelkiej pomocy.

Ta straszna plaga narkomanii przyszła do nas wraz z wolnością. "Sny maków" są zupełnie inaczej u nas odbierane. To trans, odlot, zaćmienie umysłu, na pewno nie słodkie marzenie dziecka. Maki symbolizują gęsty i ciężki sen, sen jak smoła, jak płynna noc.

I same kwiaty są chore. Popatrzcie tylko, jak wynurzają się ze swych zielonych pokryw- są pogniecione, wymiętoszone, jakby zbyt długo spały, rzuciwszy się w odzieży na łóżko. I co to za sukienki! To po prostu halki, koszule noszone pod spód.

Makowe panie są niechlujne i bezwstydne. Zawsze nieprzytomne po obudzeniu się, nigdy nie ubierają się do końca, tylko łażą cały dzień po kuchni, nieuczesane, w wymiętoszonych koszulach. Jesień nas trochę łączy, widzenie japońskiej damy i polskiej pisarki, operującej słowiańskimi symbolami stają się zbieżne. I my zbieramy jesienią grzyby w naszych wysokich lasach.

Jesienią robimy pierogi z grzybami i z kapustą ("Matczyne zapachy") i być może dla wielu osób ta potrawa kojarzy się z dobrocią matki, jej krzątaniem się po kuchni i oczekiwaniem na potrawę, która zajmuje tyle czasu, że wszyscy są już porządnie głodni i pochłoną nawet pierogi z kapustą i grzybami.

Niektórzy rzeczywiście przepadają za tą potrawą, niemniej jednak jest ona uważana za staropolską i najczęściej kojarzy się ze szlacheckim dworem w okresie karnawału. Raczej z biedniejszą, wiejską szlachtą. Kapusta i tak jest traktowana jako jarzyna prostaków, w wyższych sferach nawet się tego słowa nie używa. A w naszych czasach kupuje się mrożone pierogi w supermarketach.

Innym archaicznym artefaktem jesieni, zarówno polskiej, jak i japońskiej jest mechaniczny zegar. Zegary to cała wielka dziedzina symboli i skojarzeń! W naszych domach bywały zegary z ciężarkami, przywieszonymi do łańcuszków. Taki zegar wrósł w naszą świadomość szczególnie wraz z adaptacjami teatralnymi i ekranowymi "Wesela" Wyspiańskiego.

Były to chłopskie zegary, mające pudełko pomalowane na kolor ultramaryny, który kojarzy się zawsze z landrynkami, tanimi cukierkami, wsiowymi jarmarkami i praniem w balii, do którego zawsze się dosypywało ultramaryny. Teraz mamy pralki automatyczne i zegary kwarcowe. Tykanie zawsze uspokajało, szczególnie o zmierzchu, pod jesień. Nie była to melodia, raczej hipnoza. Tylko modliszka nie kojarzy się nam dobrze ("Szmaragdowa modliszka").

Pani Endo widzi ją jako czyste i piękne stworzenie, kąpiące się w porannej rosie. Wszystkie słowa są tu potężnymi symbolami. Poranek kojarzy się ze wschodem słońca, rozpoczynaniem od nowa, początkiem życia. Obmywanie oczu rosą, to przemywanie oczu, usuwanie ślepoty, nie w sensie dosłownym, lecz w znaczeniu odzyskania umiejętności postrzegania prawdy i powrót do możliwości zobaczenia rzeczy w sposób właściwy.

Modliszka jest w naszej kulturze uznawana za złowrogie stworzenie. Szczególnie na początku XX wieku nadano jej wiele negatywnych znaczeń. Ukuto wówczas termin kobiety- modliszki, kobiety trującej i pożerającej swoich partnerów, kobiety niszczycielki.

Uwodzi swym trującym zapachem, urzeka swym pięknym wyglądem i odżywia się mężczyzną, pożera go powoli i nie ma od niej ucieczki, ledwo się z nią zadałeś, już wżarła się w ciebie i trawi cię żywcem. "Zima" u pani Endo jest niegroźna, oswoiła ją cywilizacja i życie rodzinne.

Jakże odświeżająca i bezpieczna jest kąpiel w zimowy wieczór ("Gorąca kąpiel"), pachnąca cytryną, a matka śpiewnie nawołuje do wejścia do ciepłej i złocistej wody. Niegroźną sprzeczkę, nie kłótnię bynajmniej, kończy świeżo zaparzona kawa z mlekiem ("Kawa z mlekiem").

I choć pod dachem zawodzi przenikliwy zimowy wiatr, rozmawiamy sobie z ojcem ("Zimne wiatry"). Nie boimy się mrozu, nie jest groźny, tylko oddechy zamienia w białe obłoczki, gdy młodzi idą sobie (Skąd? Z miłego przyjęcia, wywołującego dobry humor?) i podśpiewują ("Białe oddechy").

Zima jest okazją do uprawiania łyżwiarstwa figurowego w oświetlonej hali sportowej ("Łyżwiarstwo figurowe") i do magicznych wręcz popisów brata, jadącego na nartach ("Magik").

Naiwne miasteczko z ciasteczek osypanych cukrem jest kulturowym i baśniowym oswojeniem mroźnego poranka ("Śnieżny poranek"). Sierp księżyca ("Księżyc nad domami") i milczący bałwan, który porozumiewawczo mruga do księżyca o drugiej nad ranem należą do wspólnego dziedzictwa symboliki ("Śniegowy bałwan"). Tylko czarodziejski flet jest przez nasz inaczej postrzegany.

Ten obraz robi niesamowite wrażenie ("Sopel"), jest bardzo przejmujący. Noc, cisza, wszystko zamarło, życie jakby na wpół żywe, może się obudzi rankiem, a może wszyscy będą leżeć w ciszy na wieki. I na tym tle cienie zaczynają żyć własnym życiem. Wydłużają się, mają życie same w sobie, powiększają się według nie znanych nam praw. Tajemniczy świat i niepojęty, groźny i milczący, poruszający się w milczeniu. Z dachu zwisa czarodziejski flet, na którym wygrywają melodie upiory, ale nie potrafią grać, więc wyją. W naszej kulturze flety są subtelnym instrumentem ocalenia.

W baśni grajek ocalił miasto przed plagą szczurów. Grał, a one wszystkie za nim wyszły. Jest i bardziej przerażająca wersja baśni - ktoś wyprowadził dzieci z miasta, oczarowawszy je melodią wygrywaną na flecie. Tak i jak zostałam oczarowana. Realnością precyzyjną i elegancką, dość chłodną w pozytywnym sensie, w znaczeniu czystości. Nie ma tu błędu, który zawsze jest nieporządkiem i dysonansem.

Jest to poezja ogromnie działająca na wyobraźnię, pozwalająca jej rozszerzać się i obejmować nowe obszary. Dlatego też moja wyobraźnia została pobudzona, a ponieważ tkwią w niej symbole nasze, słowiańskie i polskie, widziałam rzeczy, których z pewnością Autorka nie przywołała, ale przecież kreacji służy każda poezja.

Emma Popik